2001

WspominamMY

Tak naprawdę, to Reggae na Piaskach zaczęło się przez… przypadek. Właściciel ośrodka, który organizował różne koncerty na Piaskach, chciał zaprosić jakiś zespół grający reggae. Ponieważ nie miał zielonego pojęcia kogo, poprosił o pomoc Jarka Wardawego, dziennikarza i fana tego gatunku muzyki. Gdy zaczęła się praca, projekt imprezy rozrósł się od jednego zespołu do kilku kapel i wtedy po raz pierwszy padł pomysł zorganizowania festiwalu. Tłumów może nie było, ale pomysł chwycił. W dużej mierze dlatego, że udało się zaprosić gwiazdę z Jamajki, Michaela Blacka, który razem z muzykami z Bakshishu i Maleo Reggae Rockers miał akurat trasę po Polsce.  Do Ostrowa Michael przyjechał w busie, na najprawdziwszej… wersalce w części bagażowej busa bez szyb z tyłu. Tak oto oryginalne, jamajskie reggae trafiało w tym czasie do Polski…

Na Reggae na Piaskach 2001 zagrali: Michael Black (JAM), Jedna Bajka, Taumaturgia, THC – X, Bakshish

2001 plakat

 Koncert Michaela Blacka podczas I Międzynarodowego Festiwalu ,,Reggae na Piaskach” przeszedł w Ostrowie do historii. Takich obrazków jeszcze do tamtej pory na ostrowskich Piaskach nie było. Była już prawie pierwsza w nocy, gdy tłum nadal pulsowało w rytm płynącej ze sceny muzyki reggae, granej i śpiewanej przez artystów z Polski i Jamajki. Koncert gwiazdy reggae z Jamajki, Michaela Blacka, to było z pewnością wydarzenie godne odnotowania.

 Jeżeli ktoś niezbyt cierpliwy wysłuchał wyłącznie pierwszej części ,,Reggae na Piaskach”, a potem skonfrontował swoje wrażenia z osobą, która śledziła cały koncert, mógłby odnieść wrażenie, że każdy z nich był na innej imprezie. Z powodów technicznych koncert zaczął się z dużym opóźnieniem, a pierwsze zespoły niczym specjalnym nie zachwyciły. Trzon trzech pierwszych kapel to młodzi ludzie z Namysłowa, którzy grają w kilku różnych formacjach, głównie dla przyjemności.

Pierwsza na scenie pokazała się Jedna Bajka to typowy support, czyli zespół na ,,rozgrzewkę”, grający bardzo prostą muzykę opartą na reggae i ska. Swoje jednak zrobili, porywając do zabawy pierwszych widzów. Nieco lepiej zaprezentowała się Taumaturgia, korzystająca między innymi z fletu, którego pastelowe klimaty bardzo pasowały do dźwięków reggae. Z trzech pierwszych kapel zdecydowanie najlepiej zaprezentował się THC  X. Mieszkanka reggae, granego z mini sekcją instrumentów dętych, z odrobiną punk rocka, została na tyle ciepło przyjęta, że nie obyło się bez pierwszych bisów.

Reggae ina polish style

AGFA DIGITAL CAMERA

Prawdziwy koncert rozpoczął się jednak dopiero, gdy na scenie pojawił się Bakshish, jeden z najstarszych i nadal najlepszych polskich zespołów reggae. Zespół nie zmarnował ostatnich lat. Doskonałe zgranie, oszczędne, ale jednocześnie efektowne stosowane efekty dubowe sprawiły, że zespół zabrzmiał bardzo nowocześnie. Bakshish zagrał utwory z wszystkich trzech swoich płyt, w tym z najnowszego, ciepło przyjętego krążka ,,B 3″. Jarek Kowalczyk, choć może nie ma takiej charyzmy, jak choćby Robert Brylewski, czy Maleo, który rozchorował się i nie mógł zagrać w Ostrowie, zna jednak swój fach i brzmiał równie dobrze w utworach śpiewanych po polsku, jak i w tych śpiewanych po angielsku. Wspomagała go w tym ekspresyjna saksofonistka i wokalistka Monika, która zaśpiewała też jeden ze starszych utworów Bakshishu sama.

Doceniła to publiczność, której w porównaniu z pierwszą częścią koncertu było kilkakrotnie więcej. Na koniec były oczywiście bisy, ale wszyscy czekali już na główną atrakcję wieczoru, czyli Michaela Blacka.

Z Jamajki do Ostrowa

AGFA DIGITAL CAMERA

Czarnoskóry rastaman z Jamajki z pewnością zasługuje na status gwiazdy swojego gatunku. Michael Black sam o sobie mówi, że ,,urodził się, by grać reggae” i czyni to od niemal 25 lat, na najwyższym poziomie. Listę zespołów i muzyków, z którymi od tej pory zagrał, otwiera sam Bob Marley, z którym gwiazdor ostrowskiej imprezy zagrał na legendarnym festiwalu ,,Reggae Sunsplash” w Montigo Bay na Jamajce, a i od innych nazwisk z najwyższego ,,reggału” miłośnikowi tej muzyki może zakręcić się w głowie.

W Ostrowie Michael Black zagrał materiał ze swojej najnowszej płyty ,,Glass Pipe” a towarzyszyli mu muzycy… z Bakshishu, którzy w kilka dni opanowali cały materiał i zagrali nie gorzej, niż oryginalny, jamajski band. Michael ma bardzo urozmaicony repertuar, w którym odbijają się echa niemal wszystkich stylów współczesnego reggae: od ,,korzennego” roots reggae, przez rock steady, po bardziej komercyjne dance hall. Ubrany w powłóczystą, białą szatę, z dreadlockami do pasa, nie najmłodszy już rastaman z Jamajki ma wielką charyzmę i łatwość nawiązywania kontaktów ze słuchaczami na całym świecie. Przekonywał już o tym w tak egzotycznych krajach, jak w Japonii, Zimbabwe, no i oczywiście na Karaibach. W minioną niedzielę Michael ,,zaczarował?? również polską publiczność. Podczas jego występu niemal całą widownia, ,,bujała?? się już w rytm reggae. A o to przecież chodziło.

Muzyka reggae nigdy nie osiągnie w Polsce wielkiego sukcesu komercyjnego. Po ostrowskiej imprezie można jednak odnieść wrażenie, że jest jednak całkiem spora grupa odbiorców znudzona muzyka graną większości stacji radiowych i dostępnymi płytami. Reggae to tylko jedna z propozycji. Reggae to nieskrępowana zabawa, w dodatku z niegłupim przesłaniem: tolerancji, równości, wolności i wzajemnego zrozumienia ? bez względu na kolor skóry, pochodzenie, czy religię. Może więc, oprócz tak ,,sztandarowych” ostrowskich imprez, jak choćby Jimiway Blues Festiwal, również Reggae na Piaskach ma szansę stać się jedną z wizytówek ostrowskiej ? szeroko rozumianej ? kultury? Oby, bo w końcu nie samą koszykówką i obligacjami człowiek żyje… Patronami medialnymi imprezy był Kurier Ostrowski i Radio Centrum.

 

Obejrzyj galerię zdjęć z Reggae na Piaskach 2001

Sugerujemy oglądanie w full screen

 

 ***

Urodzony, by grać reggae

Rozmowa Z Michaelem BLACKIEM – jamajskim muzykiem, gwiazdą I Międzynarodowego Festiwalu ,,Reggae na Piaskach” w Ostrowie Wielkopolskim.

AGFA DIGITAL CAMERA

 

Michael, urodziłeś się na Jamajce. Jakie ma to znaczenie dla muzyka grającego reggae?

-By grać reggae wcale nie trzeba urodzić się na Jamajce. Reggae to muzyka pochodzącą od Boga, którą Jah dał nam, byśmy nieśli je do wszystkich zakątków ziemi.

A czy biali muzycy, na przykład z Polski, mogą grać naprawdę dobre reggae?

-Tak, na pewno tak. Na przykład ci młodzi muzycy, którzy grają ze mną w Polsce (Bakshish i Maleo Reggae Rockers ? przyp. red.) mogliby z powodzeniem grać wszędzie, nawet na Jamajce. Najważniejsze jest, żeby być w tej muzyce prawdziwym.

Jesteś dobrym tego przykładem. Grałeś do tej pory w wielu różnych krajach. Wymień kilka z nich.

-Tak, gram już od ponad 25 lat i odwiedziłem prawie cały świat. Grałem w Kanadzie, Anglii, Japonii, Zimbabwe i innych krajach afrykańskich, no i oczywiście na Karaibach.

Zdążyłeś w tym czasie zagrać z wieloma znanymi muzykami. Z kim, na przykład?

-Miałem to szczęście, że zagrałem kiedyś z samym Boba Marleyem. Było w 1979 roku, podczas festiwalu ,,Reggae Sunsplash?? w Montigo Bay, na Jamajce. Na tym samym koncercie grał też, oprócz Boba, Steve Wonder, Third World, Denis Brown, Gregory Issac i wielu innych. ,,Reggae Sunsplash?? to największa i najbardziej znana impreza reggae na świecie. Co roku na plażę Montigo Bay przyjeżdżają na nią ludzie z całego świata, by cieszyć się muzyką.

Opowiedz, jak wyglądało twoje spotkanie z Bobem Marleyem?

-Pamiętam ten dzień bardzo dokładnie. Na koncercie był też mój serdeczny przyjaciel, Jacob Miller, który powiedział: chodź, chcę żebyś poznał naszego brata, Boba Marleya. Poszliśmy razem na plażę Cornwal Beach; Jacob, Bob i ja. Usiedliśmy na piasku i rozmawialiśmy o tym i o owym ? po prostu było nam razem dobrze i przyjemnie.

Czy to był twój jedyny osobisty kontakt z Marleyem?

-Za jego życia, tak. W 1982 roku,. Po śmierci Boba Marleya pojechałem do USA na koncert poświęcony jego pamięci. To był wielki, wspaniały spektakl. Była tam Rita Marley, żona Boba, J.C. Lodge, David Issacs z zespołu Itals i wielu innych.

Jakie inne koncerty szczególnie utkwiły ci w pamięci?

-Jeszcze przed ,,Reggae Sunsplash?? zagrałem kilka dużych koncertów w klubach i na stadionach. Grałem między innymi na National Arena (Stadion Narodowy ? przyp. red) z Denisem Brownem, Mighty Diamonds, Gregory Issacs?em. Później zagrałem kilka ważnych koncertów na Jamajce, na przykład w Negrill, gdzie kiedyś grał Bob.

Jak sądzisz, czy po śmierci Boba Marleya reggae nadal jest muzyką żywą, czy się rozwija?

-Bob Marley przetarł dla nas ścieżki, a my kontynuujemy i rozwijamy jego dzieło. Reggae jest silną muzyką i jest przed nią duża przyszłość.

Kogo z obecnych wykonawców reggae najbardziej lubisz i cenisz?

-Mógłbym wymienić wiele nazwisk. Na przykład bardzo cenię Luciano, Freddy McGregora, a z wcześniejszych Toots and Maytals, czy Steel Pulse.

Czy zgodzisz się ze zdaniem, że reggae jest dziś zjawiskiem międzynarodowym, przekraczającym granicę państw i kultur?

-Reggae słucha się na całym świecie, bo to jest muzyka o miłości do ludzi i do Boga. My śpiewamy prosto z serca, śpiewamy o Najwyższym, a on nakazuje nam nieść tę muzykę do każdego zakątka ziemi. I to właśnie robimy.

Czy zatem nazwałbyś reggae muzyką religijną?

-Myślę, że tak. To Bóg sprawił, że gramy naszą muzykę. Śpiewam o tym na mojej ostatniej płycie ,,Glass Pipe? (,,Szklana fajka?? ? przyp. red) w utworze ,,We?ve got to prey?? (,,Módlmy się?? ? przyp. red.) Ja nie dzielę ludzi na tych, którzy są fanami reggae i tych, którzy nimi nie są. Gdziekolwiek znajdę się na świecie, widzę ludzi, jako jedną wielką rodzinę, bo wszyscy jesteśmy dziećmi jednego Boga, który stworzył nas w specjalnym celu. Tym celem jest, abyśmy nieśli Jego miłość między siebie.

O czy śpiewasz na swojej najnowszej płycie?

-Tytułowa ,,Szklana fajka?? służy do palenia cracku (mocny narkotyk ? przyp. red.). Śpiewam, że to nie jest dobre dla nikogo, że narkotyki to groźna sprawa, że zabijają młodych ludzi na całym świecie, że niszczą rodziny. Tak się dzieje na całym świecie.

A czy reggae ? jako muzyka ? może istnieć bez rastafarianizmu?

- Muzyka jest podstawą, jest najważniejsza ? bo jest wszędzie. Nawet gdy jesteś w kuchni i grzejesz wodę – to też jest muzyka. Jednak reggae to nie tylko muzyka, to sposób na życie, dlatego nie można oddzielić reggae od rastafarianizmu.

A czy nie przeszkadza ci, że śpiewasz o dzisiejszym Babilonie ? symbolu zepsucia – właśnie tu, w Polsce, w kraju który jest przecież bardzo katolicki? Jak się ma rasta do innych religii?

-Babilonu nie stworzyli katolicy. Tworzą go przeklęci ludzie, którzy realizują na całym świecie swoje chore idee. My wszyscy jesteśmy ludźmi, jesteśmy równi: katolicy, baptyści, rasta ? to nieważne, wszyscy służymy jednemu Bogu.

Czym dla ciebie jest granie reggae? Sposobem na zarabianie pieniędzy, czy sposobem na życie?

-Wiesz, ja nigdy nie chodziłem do żadnej szkoły muzycznej. Zaczynałem śpiewać w kościelnym chórze kościoła baptystów. Moja muzyka to dar od Boga, który mi ją ofiarował. Dlatego mówię często o sobie, że urodziłem się, by grać reggae. Śpiewam, żeby się nigdy nie poddawać, nie rezygnować. Obojętnie co robisz: pracujesz w kuchni, grasz muzykę czy piszesz książki ? nie poddawaj się, rób swoje, nie rezygnuj, a Bóg ci pomoże.

Dziękuję za rozmowę