

Zapraszamy do obejrzenia - albo przeczytania - wyjątkowego wywiadu. O blaskach i cieniach sławy, fankach, internetowych "hejterach", jamajskich mistrzach, rodzinnych Lipkach i? maturze opowiada Kamil Bednarek i koledzy z SGM - specjalnie dla ekipy "Reggae na Piaskach". Przedstawiamy zapis video czterech części rozmowy, do którego dokładamy wersję "pisaną" oraz galerię fotek z koncertu w Kaliszu.
Trzeba walczyć o marzenia
ROZMOWA Z KAMILEM BEDNARKIEM i MACIEJEM PILARZEM z zespołu STARGUARDMUFFIN
Kamil, opowiedz na początek nie o sławie, koncertach, tylko o twoich Lipkach. Co to za magiczne miejsce?
K.B. ? Lipki to dla mnie taka mała Jamajka. To moje zacisze, miejsce do którego zawsze chętnie wracam. Urodziłem się wprawdzie we Wrocławiu, ale w Lipkach mieszkałem od wczesnego dzieciństwa. Tam mam przyjaciół, tam spędzam wolny czas, tam mam przyjaciół. Lipki to taka mała miejscowość, właściwie wioseczka, gdzie można się też wyszaleć na quadzie, albo wyciszyć ? w zależności od potrzeby. Jeśli ktoś lubi naturę, a ja lubię, to wspaniałe miejsce.
Teraz wszyscy członkowie SGM mieszkają już w Brzegu?
K.B. ? Nie do końca, większość z nas mieszka w okolicy, a w Brzegu uczyliśmy się i spotykaliśmy na próbach.
To jednak tam w 2008 roku powstał zespół SGM?
K.B. ? Zacząłem się interesować muzyką reggae dopiero jakieś cztery lata temu. Ta muzyka dojrzewała we mnie, aż w końcu poczułem, że muszę coś zrobić sam w tym kierunku. Miałem wcześniejsze doświadczenia muzyczne, ale związane raczej ze szkołą muzyczną.
Na czym grałeś?
K.B. ? Grałem i nadal gram na saksofonie. Czasem używam go na scenie w SGM i bardzo mi się to przydaje. W szkole muzycznej poznałem też innych kolegów, z którymi gramy teraz razem w SGM.
Czy od początku graliście reggae?
K.B. ? Tak, od samego początku, choć to była trochę inna muzyka, niż gramy dziś. Ale zawsze mocno osadzona w klimatach reggae.
Na polskim rynku muzycznym młodym zespołom, w szczególności takim grającym muzykę reggae, nie jest łatwo. Wy też przez to przechodziliście. W 2009 roku wysłaliście zgłoszenie na Konkurs Młodych Talentów im. Ryszarda Sarbaka w Ostrowie, bo chcieliście zaprezentować się przy Festiwalu ?Reggae na Piaskach?, ale? nie zostaliście zakwalifikowani.
K.B. ? Tak, nie dostaliśmy się, ale może dlatego że były to nasze zupełnie pierwsze nagrania, mocno niedoskonałe.
W 2010 zagraliście w konkursie, ale nie wygraliście, bo publiczność wybrała zespół Bethel. Wy natomiast zostaliście docenieni przez jury, które przyznało wam specjalną nagrodę. Jak wspominacie konkurs i ?Reggae na Piaskach??
K.B. ? To bardzo fajna impreza, świetny klimat, zaraz za płotem jeziorko, bardzo mili ludzie, którzy przyszli się pobawić. Pamiętam, że było bardzo gorąco i kąpałem się w tym jeziorze.
A ja pamiętam jeszcze, że na scenie niemal cały czas się uśmiechałeś?
K.B. ? Tak, bo to przecież dla nas radość zagrać na fajnym, reggowym festiwalu na którym zawsze chcieliśmy wystąpić i widzieć przed sobą ludzi, którzy się świetnie bawią.
Od ?Mam Talent? do kariery
Nie minęło dużo czasu, a twoje życie przewróciło się do góry nogami z powodu sukcesu w programie ?Mam Talent?. Kto namówił cię do wzięcia w nim udziału?
K.B. ? Zgłosiłem się sam, ale gdyby nie moi przyjaciele, to pewnie bym nie pojechał na eliminacje. W dzień eliminacji po prostu zaspałem. Na szczęście, koledzy na siłę zaczęli mnie budzić i namawiać: wstawaj Kamil, jak się zgłosiłeś to trzeba jechać, jedź może ci się uda itp. Pojechałem, no i się udało!
I to jak! Dziś chyba jesteś tym kolegom winien? dużą pizzę przynajmniej, bo ten program odmienił twoje życie.
K.B. ? Jestem im winien baaardzo dużą pizzę.
Przeskok od klubowych, czy nawet festiwalowych koncertów do wielkiej, telewizyjnej produkcji jest ogromny, ale ty nie sprawiałeś na scenie wrażenia pogubionego.
K.B. ? Pewnie pomogło mi w tym doświadczenie z wcześniejszych koncertów. Jednak stres był, najbardziej przed pierwszymi eliminacjami. Nie chodzi nawet o to, że ogląda cię tych 300-400 ludzi w studiu, ale fakt że będą to oglądać miliony Polaków sprawiła, że ręce mi się trzęsły.
Adrenalina była?
K.B. ? Była, największa przed półfinałem, na którym byłem po prostu chory.
A jak to było z tym wojskiem? Naprawdę chciałeś zostać wojskowym, czy to był tylko taki telewizyjny greps, żeby dobrze brzmiało?
K.B. ? Ja naprawdę chciałem kiedyś pójść do wojska, wysłałem nawet papiery do szkoły oficerskiej we Wrocławiu. No i wpisałem to wojsko do formularza, bo nie wiedziałem, co innego wpisać. A z tym wojskiem to i tak by nie wyszło. Nie wytrzymałbym, bo ja nie znoszę, jak ktoś mi rozkazuje. Reggae to wolność i tego mi potrzeba.
Kiedy tak naprawdę zaczęła się twoja popularność? Czy już po pierwszej części programu, czy dopiero po finale?
K.B. ? Odczuwalna popularność zaczęła się tak mniej więcej w listopadzie, przed półfinałem. Ludzie zaczęli rozpoznawać mnie na ulicy, pozdrawiać, mówi ć że trzymają za mnie kciuki itp. To było miłe, ale były też mniej miłe chwile. Niektórzy ludzie nie rozumieją, że ja też po prostu czasem jestem tak po koncercie już tak zmęczony, że najchętniej bym od razu pojechał do hotelu, a tu czeka setka ludzi, którzy chcą żebym sobie z nimi zrobił zdjęcie, czy coś im podpisał. No i co mam robić, podpisuję...
A jak zespół odebrał sukcesy Kamila?
Maciej Pilarz (perkusista SGM) ? Tak naprawdę, to my dowiedzieliśmy się o tym, że Kamil wziął udział w konkursie dopiero na próbie, gdy sam nam o tym powiedział. Teraz bardzo się cieszymy, że tak to się wszystko potoczyło, bo dzięki temu możemy robi ć mnóstwo rzeczy, o których wcześniej mogliśmy tylko pomarzyć.
Kamil, powiedz szczerze: nigdy nie przyszło ci choć na chwilę do głowy, że w końcu to ty, a nie cały zespół, wygrałeś ?Mam talent?, to może trzeba zacząć występowa ć samemu?
K.B. ? Nie ma takiej opcji! My jesteśmy grupą przyjaciół, jesteśmy jak rodzina, co ja bym sam bez nich zrobił!
Plusy i minusy popularności
Popularność ma swoje miłe, ale również i ciemne strony. Czy już ich doświadczyłeś?
K.B. ? Tak, zwłaszcza ja jestem narażony na różne niebezpieczeństwa medialne. Muszę bardzo uważać na to, co mówię i co robię. Wystarczy, że ktoś mnie zobaczy z jakąś dziewczyną, choć by nawet z koleżanką czy kuzynką, to zaraz na plotkarskich portalach można przeczytać, że Bednarek ma nową narzeczoną i różne takie bzdury. Czego to ja się już nie dowiedziałem o sobie z Internetu! A te wszystkie konta na portalach społecznościowych! Mam ich chyba ze sto: na facebooku, naszej klasie i innych, a do żadnego nie mam hasła, bo to nie ja je zakładałem i nie ja je prowadzę. Ja nawet czasem nie wiem, jak to się robi.
To znaczy, że żadne z tych kont nie jest naprawdę twoje?
K.B. ? Mój jest profil Kamil Bednarek ? muzyk. Koledzy mi je założyli. Na resztę trzeba uważać.
A na dziewczyny też trzeba uważać? Macie chyba najwięcej młodych fanek w Polsce.
K.B. ? Nie wiem, czy najwięcej, ale czasem, to trzeba przed nimi uciekać.
Jak Kwaśniewski z Sejmu, z okna po drabinie?
K.B. ? Gorzej. Grałem mały, charytatywny koncert w takiej jednej miejscowości, gdzie zebrało się tyle ludzi, że nie mogli wejść do klubu. Skończyłem grać, wychodzę, a tam taki tłum ludzi, że się po prostu przestraszyłem. Schowałem się w samochodzie, a oni zaczęli wali rękoma w dach i maskę. To nie było przyjemne, tylko przerażające, ale zdecydowana większość takich przygód jest przyjemna.
Gorzej jest w internecie. Od pewnego czasu da się zauważyć naprawdę dużo bardzo agresywnych wobec ciebie wpisów. Jak myślisz, dlaczego?
K.B. ? Nie wiem, bo ja tego nie czytam. W ogóle bardzo mało przebywam w Internecie, a jak już to szukam tam muzyki. Ale jest też trochę tak, że jak się komuś uda wybić z ungergroundu, to trzeba go zniszczyć, zgnoić. Nikt nie wie, ile mnie to kosztował sukces. Ludziom się wydaje, że jak wystąpiłem raz i drugi w telewizji, to reszta już się sama robi, a to bzdura. Poza tym, środowisko reggae jest dość hermetyczne, a żeby zdobyć w nim szacunek trzeba ciężko pracować. My chcemy ciężko pracować, żeby któregoś dnia ci wszyscy ludzie, co nas tak teraz wyzywają powiedzieli, że jednak daliśmy radę, że się nie zepsuliśmy i zostaliśmy sobą.
A może to po prostu ci internetowi ?hejterzy? (od angielskigo słowa ?hate? ? czyli nienawiść) zazdroszczą wam popularności, pieniędzy, tego, że wam się udało, a im nie?
K.B. ? Pewnie też, ale mimo wszystko jestem dobrej myśli. Nie przejmuję się negatywnymi opiniami, bo one tylko dodają mi siły, żeby udowodnić, że są nieprawdziwe.
Czy prawdą jest, że odrzuciliście ofertę grania za 60 tys. w cyklu koncertów dla Radia Eska z wakacyjnymi przebojami, bo nie odpowiadał wam charakter imprezy?
K.B. ? Wybraliśmy drogę naszej kariery, a tą drogą są ludzie, a nie pieniądze. Chcielibyśmy grać na imprezach, na które przychodzą ludzie lubiący naszą muzykę, którzy ją będą potrafili zrozumieć.
Jaka jest najlepsza droga do sukcesu? Czy telewizyjny blichtr popularnych programów, czy konkursy i festiwalowa, mniejsza, ale wierna publiczność?
K.B. ? Myślę, że młode kapele które grają z sercem powinny brać udział w takich zarówno w festiwalach, jak i programach telewizyjnych, bo przez to przełamują stereotypy. Jeśli będą sobą, nie dadzą się zmanierować sławą, to przetrwają. Najgorsze, co może zrobić artysta, to zatracić się we własnej sławie.
Debiut marzeń
Czego by nie powiedzieć o ?Mam talent? to ten program otworzył wam wiele drzwi i pomógł tę szansę wykorzystać. Z jego zakończeniem zbiegła się data wydania waszej debiutanckiej płyty. Niektórzy nawet twierdzili, że to była nagroda za program.
Maciej ? Prawda jest taka, że od dwóch lat odkładaliśmy część pieniędzy zarobionych na koncertach na nagranie i w końcu było nas na to stać. Pierwsze nagrania miały miejsce już w kwietniu, a wiec przed programem, a skończyliśmy je pod koniec wakacji.
Płyta szybko pokryła się ?platyną?, bo sprzedaliście już podobno około 40 tysięcy sztuk.
K.B. ? To już podchodzi pod potrójną ?platynę?. Podpowiadają mi, że to już prawie 90 tysięcy sprzedanych płyt.
W czasach darmowej muzyki w mp3 z Internetu na polskim rynku muzycznym to ?kosmos?.
K.B. ? Do mnie to jeszcze czasami nie dociera, że tylu ludzi chciało kupić tę płytę. Cieszę się z tego bardzo, bo kupienie płyty to wyraz szacunku dla artysty, który ją nagrał, a każdy artysta chciałby być doceniony .
Jamajskie marzenia
Jesteście doskonałym przykładem na to, że czasami marzenia się spełniają. W programie mówiłeś, że marzysz o podróży na Jamajkę a już w kwietniu spędziliście dwa tygodnie tam, gdzie bije serce muzyki reggae. Na Jamajce nagraliście płytę w legendarnym Tuff Gong Studio, w którym nagrywał sam Bob Marley. Jak doszło do tego?
K.B. ? My sami do końca nie wiemy, jak to się zaczęło, bo wszystko działo się bardzo szybko. Nasi menadżerowie dogadali się błyskawicznie z Makenem (znanym polskim producentem i DJ-em reggae - przyp. red.) i ani się obejrzeliśmy już siedzieliśmy w samolocie na Jamajkę.
Jak była w tym rola Makena?
K.B. ? Maken był tam głównodowodzącym . Znał jamajskie realia, znał ludzi, doskonale mówił po angielsku i to właśnie on załatwiał i ustawiał terminy, muzyków, nagrania itp.
Po co właściwie pojechaliście na Jamajkę? Tylko po nagrania?
K.B. ? Przede wszystkim pojechaliśmy tam po naukę. Chcieliśmy nauczy się od Jamajczyków pojmowania tej muzyki, zobaczyć jak pracują.
Tuff Gong to prawdziwa ?świątynia? muzyki reggae. Jak tam wygląda?
K.B. ? Z zewnątrz to niepozorny budynek, w środku niby zwykłe studio, ale tajemnica tkwi w atmosferze tego miejsca. Jak zobaczyliśmy te wszystkie zdjęcia Marleya, jego złote płyty, to przyznam że szczęki nam opadły. Obcowanie z ludźmi, którzy znali Boba Marleya, pracowali z nim ? to wszystko sprawiało, że w Tuff Gong było czuć ducha Marleya. Po to się tam jedzie, na drugi koniec świata.
Mieliście okazję nagrywać z bardzo dobrymi jamajskimi muzykami. Jak się razem pracowało?
Maciej ? Udało się załapać z nimi fajny kontakt. My mieliśmy swój plan, ale staraliśmy się, żeby Jamajczycy zawsze mogli coś dodać od siebie. Na początku byliśmy mocno zestresowani, bo nie wiedzieliśmy, jak nas przyjmą, jak ocenią naszą pracę. Gdy zobaczyliśmy uśmiech na ich twarzach to już wiedzieliśmy, że jest dobrze i była wielka ulga.
Spędziliście na Jamajce dwa tygodnie, ale nie mieliście specjalnie nawet czasu, żeby się poopalać ? co zresztą po was widać.
K.B. ? Samo nagrywanie zajęło nam ponad tydzień. Tak naprawdę, to mieliśmy na zwiedzanie tylko 3-4 dni, ale zdążyliśmy zobaczyć miejsca związane z muzyką reggae. Nie wszystkie wspomnienia były miłe. Byliśmy między innymi w Trenchtown ? biednej dzielnicy, z której pochodził i dorastał Marley. Dziś jest tam bardzo niebezpiecznie. W biały dzień słychać było strzały na ulicach, więc starliśmy się nie chodzić tam, zwłaszcza po zmroku.
Na Jamajce miało miejsce pewnie niesamowite spotkanie, związane zresztą z Ostrowem?
K.B. ? Tak, to prawda. Zdarzyło się nam zagrać w jednym z tamtejszych klubów spontaniczny koncert. Byliśmy mocno zestresowani, bo to przecież Jamajka, ojczyzna reggae, a tu przyjeżdżają jacyś chłopcy z Polski i chcą Jamajczykom grać reggae? Śpiewałem po polsku, ale przed każdą piosenką mówiłem, o czym śpiewam. Było super, bo oni zupełnie inaczej odbierają muzykę, całym ciałem: klaszczą, śpiewają, tańczą, bardzo spontanicznie. No i na tym koncercie podszedł do nas jakiś facet w rastamańskim turbanie na głowie i powiedział, że nazywa się Qshan Deya, wie że jesteśmy z Polski , bo on tam w tym roku przyjeżdża na jeden taki festiwal. Jak powiedział nazwę ?Reggae na Piaskach? to aż się za głowę chwyciłem, bo to wydawało się niemożliwe, żeby pojechać 10 000 kilometrów od domu i spotkać tam gościa, z którym za chwilę znowu się spotkamy w Polsce! Ale to prawda, bo z Qshanem zagramy 2 lipca w Ostrowie.
Gwiazda bez matury
Miło się rozmawia, ale na koniec muszę zadać bardzo ?tendencyjne? pytanie: jak tam u ciebie z maturą, Kamil?
K.B. ? Hmmmm, inny zestaw pytań proszę (śmiech).
Tak łatwo się nie wykręcisz?
K.B. ? No to już powiem: szkołę skończyłem, ale nie podchodziłem w tym roku do matury, bo nie zdałbym bym jej tak, jak bym chciał. Nie starczyło mi na to czasu. Teraz postawiłem wszystko na muzykę, ale jeszcze wrócę do matury, kiedy będzie mi potrzebna żeby dostać się na studia muzyczne.
Przed finałem, w którym śpiewałeś piosenkę Boba Marleya, złożyłeś specjalną dedykację wszystkim młodym, undergroundowym zespołom w Polsce. W telewizji to mogło być tylko kilka słów. Co dziś byś im powiedział?
K.B. ? Żeby nigdy nie rezygnowali ze swoich marzeń, żeby o nie walczyli. Trzeba korzystać z każdej szansy, która się nadarzy, trzeba wierzyć w siebie. Trzeba jednak i mieć dużo cierpliwości i ciężko pracować, korzystać ze wszystkich festiwali, konkursów, programów telewizyjnych. Ja wierzę w was wszystkich undergroundowców, że pokażcie, jak dużo jest w Polsce dobrej muzyki.
Póki co, 2 lipca spotykamy się wszyscy w Ostrowie Wielkopolskim.
K.B. ? Nie możemy się już doczekać.